Dowiedz się więcej nt. Koronawirus gov.pl/koronawirus / Bezpłatne infolinie informacyjne NFZ - 800 190 590   /   PZU - 22 505 11 88

  • EN
  • DE

Co wykopano na ul. Daszyńskiego?

Mała, drewniana kostka do gry. Może upadła komuś podczas gry w kości? Może wypadła z kieszeni? A może ktoś nią rzucił w złości, gdy przegrał kolejną partię? W każdym razie czekała na odnalezienie na ul. Daszyńskiego kilka wieków! O niej i o innych odkryciach podczas budowy deptaka opowiada archeolog Witold Waniek*.

- Czy ul. Daszyńskiego była od zawsze ulicą handlową?

Dokładnie tak. Mogła być pierwotnie nieco węższa. Zabudowania z kramami koncentrowały się w miejscach, w których obecnie - po jednej i po drugiej stronie ulicy są kamienice. Część z nich to XIX-wieczna zabudowa, pozostałe są nowe. Niezależnie od daty ich powstania warstwy wcześniejsze pod tymi budynkami są już zniszczone. Dlatego ważne jest uzyskanie jak najwięcej danych podczas badań samej ulicy. Tam przetrwały nienaruszone struktury typowe dla stratygrafii średniowiecznych miast. Jest to przede wszystkim gruba warstwa tzw. mierzwy - mieszanina błota, słomy, kości, śmieci i wszelkiego rodzaju organiki. Można powiedzieć kolokwialnie, że w średniowieczu wyrzucano obecne zabytki za okno lub w błoto, a dziś stanowią one cenne źródło informacji. Ta warstwa błota narastała przez wieki, aż poziom podniósł się o dwa metry. Najstarsze przedmioty, które udało nam się wydobyć pochodzą z późnych faz wczesnego średniowiecza i były ulokowane 2 metry poniżej obecnego poziomu ulicy.

- Co było największym wyzwaniem podczas prac archeologicznym?

- W samej ulicy nie są widoczne na razie ślady konstrukcji w postaci belek lub bruku, dlatego ważne jest pozyskanie jak największej liczby zabytków ruchomych w postaci kości, ceramiki, ozdób, gwoździ, podków, szkła, różnych innych wytworów, które pozwolą opisać kulturę materialną mieszkańców. W tej chwili mamy już około 2,5 - 3 tys. przedmiotów lub ich fragmentów.

- Ile osób pracuje w tym miejscu?

- Od 3 do 4 osób przebiera ziemię non stop, warstwa po warstwie. Niestety ulica jest przecięta w bardzo dużym stopniu wykopami, tzw. współczesnymi instalacjami, które pojawiały się praktycznie od końca wojny aż do lat 90-tych. To trochę utrudnia pracę.

- Co wyjątkowego znalazło się wśród tych odkryć?

- Przede wszystkim muszę powiedzieć, że mierzwa ma niezwykłe właściwości, m.in. nie przepuszcza tlenu. Zatem zabytki, które się tam znalazły są w dość dobrym stanie. Wyciągnięte jednak z tego środowiska wymagają natychmiastowej konserwacji, dlatego że styczność z obecnym składem powietrza, ze słońcem, z powietrzem mogłaby stać się przyczyną ich rozkładu. Dotyczy to zabytków z metali lub organiki. Najwięcej udało nam się wydobyć tzw. materiału masowego, który jest powszechny w badaniu miast średniowiecznych, tworzą go: ceramika, kości, skóry.

- To są przedmioty zachowane w całości, czy jedynie ich fragmenty?

- Niestety nie ma możliwości uchwycenia np. całych form naczyń, dlatego, że specyfika tych prac polega na tym, że najgłębszy wykop, który jest prowadzony przy wymianie linii wodociągowej ma głębokość 2 m i szerokość ok. 0,5 m. Pozostałe wykopy są dużo płytsze. Mamy więc tylko taki wąski, głęboki odcinek, z którego możemy wyciągnąć zabytki, stąd też ich zbiór jest mocno rozczłonkowany. Na szczęście okres średniowieczny jest na tyle dobrze poznany, że będziemy mogli bez większych problemów zrekonstruować przewodnie typy naczyń – misy, garnki, kubki, patelnie, talerze i pokrywki.

- Na pewno wśród tego masowego materiału były jednak jakieś wyjątkowe przedmioty?

-Oczywiście, mamy również zabytki specjalne, które posiadają wartość artystyczną lub wartość materialną. Są też na tyle rzadkie, że warto je uznać za zabytki wyższego rzędu. Tu udało nam się odkryć przedmioty związane z kupiectwem, są to m.in. odważniki kupieckie. Na niektórych z nich widoczne są sygnatury, które ewidentnie wskazują, że używano ich w średniowieczu. Są też ozdoby odzieży, końcówki pasów, klamry wykonane z brązu, pierścionek, oraz inne wytwory. Artystycznie to wyroby wysokiej jakości. Wygląda więc na to, że w średniowieczu dobrze się ludziom powodziło w Trzebnicy. Na pewno żyli tu bogaci mieszczanie, przewijali się kupcy, którzy zmierzali do klasztoru praktycznie z całej Europy. I to oni również przywozili ze sobą różne nowości.

- Czy znaleziono jakieś monety?

- Dużym zaskoczeniem jest całkowity brak monet. Przydałyby się choćby dlatego, że są dobrym datownikiem, choć też nie do końca, bo w obiegu mogą funkcjonować jeszcze długo po ich emisji. Nie znaleźliśmy żadnej, poza dwoma wyjątkami. Jedna z nich to tzw. szpilmarka z lat 20-tych, właściwie to żeton do gry, a druga to srebrny grosz z 1860 roku, czyli też nowożytny przedmiot. Ten brak monet jest po części dowodem na to, że ludzie zawsze pilnowali gotówki, którą mają przy sobie. Nie jest to jednak koniec badań i być może w następnym etapie pozyskamy jakieś numizmaty.

- Co te wszystkie przedmioty mogą nam opowiedzieć o ludziach, którzy kiedyś tu żyli? Choć o ich przywiązaniu do względów estetycznych z uwagi chociażby na piękne fragmenty naczyń, czy innych przedmiotów, które odnaleziono?

- To trudne zadania. Bowiem do odtworzenia historii kultury materialnej tego okresu potrzebne byłyby wyniki badań archeologicznych z obszaru całego średniowiecznego osadnictwa Trzebnicy. Jednak na pewno obraz kulturowy, który się wyłania, to obraz życia typowych mieszkańców, w typowym mieście średniowiecznym. I ta typowość to dobra cecha. Nie ma bowiem mowy o tym, żeby Trzebnica była gdzieś na uboczu, żeby z jakiś opóźnieniem docierały do nas nowinki techniczne, kulturalne. Wręcz przeciwnie, ze względu na bliskość Wrocławia, Urazu, Oleśnicy, rozwijający się kult św. Jadwigi, Trzebnica to było miasto znane w średniowiecznej Europie.

- Dużą sensacją dla trzebniczan mieszkających w pobliżu ul. Daszyńskiego był drewniany fragment systemu wodociągowego, który Państwo odnaleźli. Z jakiego okresu on pochodzi?

- Ten odcinek wodociągu jest prawdopodobnie XIX-wieczny, ponieważ wystąpił dość wysoko, powyżej warstw średniowiecznych. Nie musi to być jednak regułą. Przy skrzyżowaniu z ulicą Solną rura drewniana wyszła na większej głębokości i ten fragment wodociągu wydaje się starszy.

- To czynny fragment?

- Nie. Wcześniejsze prace, które były prowadzone po wojnie w dużej mierze go uszkodziły.

- Co się z nim teraz stanie?

- Zostanie w tym samym miejscu, głównie ze względu na środowisko, w którym się znajduje. Jest ono dla niego najlepszym konserwantem. Wyciągnięcie tych rur pozbawione byłoby sensu i skutkowałoby ogromnymi kosztami konserwacji. Najważniejszym jednak argumentem jest fakt, że ta inwestycji ich nie zniszczy. Jeżeli uda nam się znaleźć odpowiedni fragment do analizy, zostanie pobrana próba do badań dendrochronologicznych. Dzięki nim będzie można określić dokładnie jego wiek.

- A jaki los czeka w ogóle wszystkie zabytki, które udało się znaleźć?

- Zostaną teraz dokładnie opisane i skatalogowane. Takie są standardy prowadzenia dokumentacji archeologicznej i przekazywania zabytków do muzeum. Nasze odkrycia są obecnie konserwowane we Wrocławiu. Potem, jak większość zabytków z Dolnego Śląska, trafią do muzeum w Środzie Śląskiej. Już rozmawiałem z burmistrzem gminy Trzebnica panem Markiem Długozimą, który od samego początku śledzi wyniki prac archeologicznych. Jest on zainteresowany zrobieniem ekspozycji w Muzeum Regionalnym w Trzebnicy lub w Urzędzie Miasta. To wielka wartość. Takie wystawy mogą być stałe i dobrze żeby odnalezione przedmioty mogły być najbliżej miejsca, z którego pochodzą.

- Jak długo będą Państwo obecni na deptaku?

Nadzór archeologiczny prowadzony będzie przez cały okres trwania prac ziemnych. Przed nami najciekawszy etap dla archeologa, przebudowa ulicy Daszyńskiego w stronę Rynku, do ul. Matejki. A mówiąc żartobliwie im bliżej Rynku, tym bardziej bogato i spodziewamy się znaleźć jeszcze więcej zabytków specjalnych oraz innych konstrukcji. Mam również nadzieję, że uda się kiedyś połączyć wyniki badań archeologicznych z trzebnickiego Rynku, z ul. I. Daszyńskiego i z innych miejsc, w których były prowadzone badania i stworzyć opracowanie dotyczące średniowiecznej Trzebnicy.

IMG_9230.jpeg
* Witold Waniek, lat 39, ukończył studia archeologiczne na Uniwersytecie Wrocławskim. Przez 7 lat prowadził badania archeologiczne podczas budowy autostrady A4. Brał udział również w pracach wykopaliskowych na terenie Irlandii i Irlandii Północnej. Od kilku lat prowadzi własną firmę archeologiczną działającą na terenie całego kraju.

fot.10.jpeg
Ul. Daszyńskiego po wykorytowaniu w trakcie sprawdzania wykrywaczem metali

fot.9.jpeg
Warstwa średniowieczna (ciemna) w wykopie liniowym

fot.8.jpeg
Relikt wodociągu znaleziony przy skrzyżowaniu ulic Daszyńskiego i Solnej

fot.7.jpeg
XIX wieczny kafel z motywem roślinnym

fot.6.jpeg
Późnośredniowieczny lub renesansowy kafel z wizerunkiem kobiety trzymającej kwiaty

fot.5.jpeg
Średniowieczna kostka do gry

fot.4.jpeg
Średniowieczny odważnik z ołowiu z sygnaturą

fot.3.jpeg
Średniowieczne, bogato zdobione okucie końcówki pasa

fot.2.jpeg
Średniowieczna ozdoba wykonana z miedzi

fot.1.jpeg
Średniowieczna zawieszka wykonana z ołowiu