• EN
  • DE

Przyszłość zaczyna się dziś, nie jutro

11.jpeg

Rok temu – 20 listopada 2018 r. ponownie złożył Pan ślubowanie obejmując po raz czwarty stanowisko Burmistrza Gminy Trzebnica. Jak minął Panu ten pierwszy rok nowej kadencji?

Powiem krótko – za mną kolejny pasjonujący rok pracy na rzecz gminy. Kolejny rok konsekwentnego realizowania zaproponowanego przeze mnie programu wyborczego, który znów poparła zdecydowana większość mieszkańców. Rok niełatwy, choć z perspektywy czasu nie wiem, czy był kiedyś taki, który mógłbym nazwać łatwym.

Dlaczego niełatwy?

Poprzez zniesienie okręgów jednomandatowych, do Rady Miejskiej znów trafiła grupa ludzi tworząc opozycję totalną, która psuje ciężko wypracowany wizerunek Trzebnicy, a liczyłbym bardziej na opozycję konstruktywną.

Co konkretnie Pan ma na myśli?

Radni oczywiście powinni pełnić funkcję kontrolną, ale przede wszystkim powinni skupić się na zabieganiu o realizację obietnic wyborczych, które złożyli swoim wyborcom. Niestety działania opozycyjnych radnych skupiają się tylko i wyłącznie na sprawowaniu funkcji kontrolnych, a nawet i to robią nieudolnie. Np. radny Krzysztof Śmiertka, który mówiąc delikatnie nie jest obeznany z samorządem i procedurami, naraża sam siebie i przy okazji gminę na kompromitację.

W jaki sposób?

Chociażby w taki sposób, że składał donosy jako radny zanim jeszcze wygasła poprzednia kadencja Rady Miejskiej i zanim złożył swoje ślubowanie na radnego. Albo zawnioskował do wojewody o wyłączenie Gminy Trzebnica w postępowaniu dotyczącym zmiany Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego z uwagi na możliwość bycia stronniczym przez burmistrza. Innymi słowy – chciał, aby o kształcie Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego w Gminie Trzebnica decydowała inna gmina. Takich przykładów niekompetencji jest więcej, jednak te dobitnie pokazują, że funkcji radnego trzeba się najpierw nauczyć i przyjąć ją z pokorą, szczególnie jak wcześniej nie miało się z tą materią do czynienia. To już przestaje być nawet śmieszne, gdy radny Śmiertka zadając pytanie skarbnikowi gminy, słucha merytorycznej odpowiedzi, po czym zadaje to samo pytanie tylko inaczej sformułowane. Jednak to się tak kończy, jak jest się sterowanym przez innych i odczytuje się szereg przygotowanych wcześniej pytań nie rozumiejąc ich, o odpowiedziach już nie wspominając.

Radny Śmiertka twierdził ostatnio, że przyłapał Pana na kłamstwie. Co dokładnie Panu zarzucił?

Podczas sesji powiedziałem, że ścieżka rowerowa została wykonana zgodnie z projektem. Po jego interwencjach i donosach, powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego stwierdził, że w pewnych fragmentach ścieżka wymaga poprawy. Co nie zmienia faktu, że wykonawca wykonał ścieżkę zgodnie z projektem, czyli tak jak poinformowałem na sesji. Jednak radny Śmiertka wydedukował, że burmistrz kłamał. I znów wracamy do kwestii rozumienia podstawowych pojęć. Gdy jesteśmy w temacie ścieżek rowerowych, należy podkreślić jeszcze jedno – ścieżka przebiegająca przez naszą gminę jest częścią większego projektu, w który zaangażowanych jest kilka gmin. Liderem projektu jest Gmina Prusice i to ona odpowiada za projekt całości. Ideą projektu jest ciągłość. Zamiast więc skupiać się na tym, że przy moście na ul. Armii Krajowej oraz na chodniku przy ul. 1 Maja są ograniczenia urbanistyczne, to pamiętajmy przede wszystkim, że wymogiem pozwalającym na dofinansowanie budowy ścieżek była ciągłość projektu – w naszym przypadku od granicy z gminą Wisznia Mała do granicy z Gminą Prusice i my się z tego wywiązaliśmy. Przebieg ścieżki został zaplanowany częściowo na istniejącej infrastrukturze. Wiaduktu na ul. Armii Krajowej nie poszerzymy, tak samo jak chodnika przy ul. 1 Maja. Za to może lepiej skupić się na tym, dlaczego wspomniany lider projektu – Gmina Prusice do dziś nie wykonała odcinka od granicy z Gminą Trzebnica i tym samym nasza ścieżka kończy się w szczerym polu zaraz za Brzykowem?

Jak to jest z tą opozycją w naszej Radzie Miejskiej? O kim konkretnie mówimy?

Odpowiedź na to pytanie jest ciekawa i zasadna, bo często ludzie nie wiedzą do końca kto jest w opozycji wobec większości sprawującej władzę. Otóż nasza opozycja jest ewenementem w skali kraju, ponieważ tu panuje pełna harmonia i zgoda pomiędzy radnymi Koalicji Obywatelskiej (Krzysztof Śmiertka, Mirosław Marzec, Renata Bujak-Ziółkowska, Justyna Wróbel) i… Prawa i Sprawiedliwości (Janusz Szydłowski, Zbigniew Kuźma i Artur Kania). Tak – to nie żart. Tu wspólny wróg – czyli ja – tak silnie jednoczy, że nawet PiS z Koalicją Obywatelską żyją w pełnej zgodzie (śmiech). Może rozważę start w wyborach prezydenckich, żeby w końcu zażegnać ciągle zaostrzający się i dzielący Polaków spór na arenie krajowej między KO i PiS? (śmiech). A tak już na poważnie to bardzo dziwię się szefowi lokalnych struktur PiSu – radnemu Januszowi Szydłowskiemu, że woli wspierać politykę nienawiści i burzenia dokonań Długozimy, zamiast przyjść do mnie na początku nowej kadencji z propozycją merytorycznej współpracy. Tym bardziej, że doskonale wie, że moja współpraca na wyższym stopniu – czy to z wojewodą czy z rządem jest harmonijna, wymierna i skuteczna. Ale to decyzja jego oraz pozostałych radnych PiS – Zbigniewa Kuźmy oraz Artura Kani i to oni zostaną za to rozliczeni przez swoich wyborców. Zaznaczę, że z radnymi Zbigniewem Kuźmą oraz Arturem Kanią znamy się od dzieciństwa i wierzę, że posłuchają głosu rozsądku i nie będą nadal tkwić w tym jakże niekomfortowym dla siebie układzie politycznym, gdzie poprzez desperackie ataki swoich koalicjantów z Koalicji Obywatelskiej na mnie, często są utożsamiani z Platformą Obywatelską, zamiast z wartościami propagowanymi przez PiS.

Żartuje Pan o starcie w wyborach prezydenckich. Ale podczas ostatnich wyborów parlamentarnych pojawiły się pogłoski, że może Pan wystartować na posła. Jak Pan to skomentuje?

Teraz mogę to już oficjalnie powiedzieć – miałem aż 3 poważne propozycje, by powalczyć o mandat posła na Sejm RP i to z wysokich miejsc na liście. W pewien sposób jest to dla mnie dowód na to, że moja skuteczność oraz zmiany, jakie zaszły w gminie podczas moich dotychczasowych kadencji, są zauważalne nie tylko lokalnie, ale również na arenie krajowej. Cieszę się i jestem dumny, gdy z ust wicepremiera Jarosława Gowina mogę usłyszeć, że jestem „samorządowcem z krwi i kości” i że jestem „jednym z najskuteczniejszych samorządowców w kraju”. Jestem również dumny słysząc słowa obecnej europosłanki, a wcześniej minister Pani Beaty Kempy o mojej otwartości do ludzi, odwadze do działań, patriotyzmie oraz miłości do miasta. Wiele ciepłych słów odnośnie kierowania gminą usłyszałem również od premiera Mateusza Morawieckiego w trakcie osobistej rozmowy w Trzebnicy, podczas tegorocznego Święta Sadów, gdzie zaszczycił nas swoją obecnością. Jednak ponad wszystko cenię sobie dane słowo i zawsze kończę to, co rozpocząłem. Dlatego zdecydowałem się kontynuować moją misję, którą rok temu znów powierzyli mi mieszkańcy. Po raz kolejny w wyborach samorządowych dostałem od trzebniczan ogromną dawkę zaufania za co jestem wdzięczny i co utwierdza mnie w przekonaniu, że moja wizja oraz realizacja zrównoważonego rozwoju gminy idzie w parze z oczekiwaniami mieszkańców.

A jak Pan ocenia sytuację po wyborach parlamentarnych?

Tutaj mogę się pochwalić, że wygrałem zakład-zabawę, bo moje typowania wyników poszczególnych partii były najbardziej zbliżone do rzeczywistych wyników (śmiech). Tak więc moja intuicja polityczna ma się bardzo dobrze i umiem trafnie ocenić i przewidzieć ruchy polityczne. Odnośnie wyborów – uważam, że ważną rzeczą była ogromna mobilizacja rodaków do pójścia na wybory, co przełożyło się na bardzo dobrą frekwencję. Ludzie zaczynają rozumieć, że mają realny wpływ na kształtowanie polityki. Dociera do nich, że to politycy są dla nich, a nie odwrotnie. I to jest budujące.

Wróćmy na grunt polityki lokalnej. Czy to prawda, że radna Małgorzata Lecyk postanowiła zakończyć współpracę z opozycją i dołączyła do Pańskiej drużyny?

Tak, to prawda. Decyzja radnej Małgorzaty Lecyk pokazuje, że doświadczenie w samorządzie jest niezwykle istotne. Wystarczył jej niecały rok, by ocenić, że strategia obrana przez opozycję nie prowadzi do niczego sensownego i realizowana jest tylko w celu zdyskredytowania mnie i moich działań oraz dokonań. Uważam, że pani Małgorzata Lecyk – decydując się na podjęcie współpracy ze mną oraz radnymi z mojego klubu „Skuteczni dla Rozwoju” – podjęła bardzo dobrą decyzję, dzięki czemu dołącza do drużyny, która mimo przeszkód i małostkowości wąskiego grona nieprzychylnego nam środowiska, konsekwentnie realizuje złożone mieszkańcom obietnice. Tak rozumiana postawa pełnienia funkcji radnego – zorientowana na rozwój i budowanie ponad destrukcję dla samej destrukcji – zasługuje w moim odczuciu na uznanie. Wcześniej, podczas ostatnich wyborów dołączyli do nas również radny Paweł Wolski oraz radna Magdalena Orzechowska. Także i w tym przypadku to właśnie ich nabyte wcześniej doświadczenie samorządowe zadecydowało, że lepiej jest działać z tymi, którzy chcą dla swojego miasta i swojej gminy jak najlepiej oraz lepiej jest działać z tymi, którzy chcą pozostawić po sobie jakiś ślad i chcą wywiązać się ze złożonych obietnic.

Wspomniał Pan o nieprzychylnym środowisku? Co lub kogo dokładnie ma Pan na myśli?

Wrogie środowisko to dla mnie m.in.: Radny powiatowy Robert Adach strofujący Małgorzatę Lecyk, że opuściła ich projekt polityczny oraz głosujący (jako radny z Trzebnicy) za odebraniem Gminie Trzebnica działki przy ul. Milickiej (koło sklepu DINO) przekazanej w poprzedniej kadencji przez powiat. To radni Mirosław Marzec i Krzysztof Śmiertka piszący dziesiątki interpelacji i zapytań oraz donoszący do wszelkich możliwych organów – np. CBA, NIKu, RIO, prokuratury, policji oraz do wszystkich instytucji pośredniczących, które współfinansują część realizowanych gminnych inwestycji. To spółka ARHAT blokująca oddanie do użytkowania nowej hali sportowo-widowiskowej. To szkółka piłkarska APN Talent na czele ze Sławomirem Ćwikłą i Sławomirem Komisarczykiem składająca dziesiątki wniosków o dostęp do informacji publicznej czy doniesienia do prokuratury oraz żądająca takiego samego traktowania jak wieloletnia, tradycyjna trzebnicka drużyna Polonia Trzebnica. To oczywiście nie wszyscy, którym nadepnąłem na odcisk moją skutecznością. Nie możemy zapomnieć o redaktorze Długoszu oraz o sprzyjających mu samorządowcach z terenu powiatu, którzy wolą wykupić u niego reklamę i mieć spokój polegający na tym, że nie będzie u nich szukał afer. Czy zastanawialiście się Państwo, dlaczego jakoś dziwnym trafem redaktor śledczy Długosz szuka afer w Trzebnicy i biega z tą swoją kamerką tylko po Trzebnicy szlifując jednocześnie swój kunszt komentatorski? Dlaczego nie biega po Prusicach, Żmigrodzie, Obornikach Śląskich, Zawoni, Wiszni Małej? Dlaczego nie zagląda do siedziby Powiatu Trzebnickiego i nie pyta o czystki kadrowe oraz zatrudnianie członków najbliższej rodziny w tejże instytucji albo o to dlaczego nowa ekipa rządząca w powiecie zwiększyła liczbę członków zarządu powiatu? Dlaczego nie pojedzie do Pawłowa Trzebnickiego i nie zrobi materiału o tym, jak burmistrz Bandrowicz obiecał mieszkańcom przed wyborami, że nie dopuści do budowy jednego z największych w kraju zakładu utylizacji odpadów – Farmutil, a po wyborach jego radni przyjmują uchwałę dopuszczającą jej realizację? Odpowiedź jest prosta i znajduje się w jego gazecie – tam, na sponsorowanych przez gminy i powiat stronach znajdują się jedynie informacje, jak to jest tam wspaniale i postępowo. Tylko Trzebnica to afera na aferze, sensacja na sensacji. Jednak redaktor Długosz ma problem – ja cały czas działam, a kolejne inwestycje powodują, że o Trzebnicy w środowisku samorządowym mówi się od kilku lat jako o mieście, które doskonale wykorzystało swoją szansę, o mieście będącym wzorem rozwoju, innowacji, odwagi i postępu. Efekt jest więc taki, że gdybyśmy mieli zbudować sobie obraz Trzebnicy tylko na bazie znajdujących się tam tekstów, to wrócilibyśmy mniej więcej do Trzebnicy lat 90. Jednak mieszkańcy mają możliwość porównania obrazu kreowanego przez redaktora Długosza ze stanem rzeczywistym. Nie trzeba być wcale wybitnie spostrzegawczym, by odnaleźć różnice między Trzebnicą w wersji redaktora Długosza, a Trzebnicą w wersji rzeczywistej. Szybko się przyzwyczajamy do tego co mamy, ale proszę przypomnieć sobie Trzebnicę sprzed kilkunastu lat. Targowisko i sklepik „u Marca” – to był szczyt osiągnięć poprzedniej władzy. Na tej kanwie łatwo było NOWej rosnąć w siłę, bo ówczesna krytyka miała odzwierciedlenie w rzeczywistości. Redaktor Długosz nie może się pogodzić, że te jego złote czasy już dawno minęły, że nie wrócą już czasy gdy miał wpływ na to co dzieje się w gminie oraz gdy miał „wpływ” w sensie dosłownym – z gminnej kasy na konto za reklamy. Cóż mu pozostało? Biegać z kamerką, zostać człowiekiem-orkiestrą – fotografem, komentatorem, operatorem filmowym, lektorem, grafikiem komputerowym, śledczym, stróżem prawa, specjalistą od mediów społecznościowych, reklamobiorcą. Ale skoro nikt nie chce tam pracować i wszyscy uciekają z redakcji to cóż począć? Trzeba sobie jakoś radzić. Całe szczęście koledzy nie zawodzą i kupują reklamy na utrzymanie gazety.

Jednak wracając do współczesnej Trzebnicy. Dziś mamy wybór, do którego marketu jechać na zakupy, a w razie potrzeby zrobimy je również w licznych sklepikach osiedlowych. Możemy wybrać do którego przedszkola czy szkoły poślemy nasze dzieci, a jeśli chcemy, by rozwijały się sportowo czy kulturalnie, zapisujemy je na zajęcia sportowe lub do szkoły muzycznej. Jeśli chcemy coś załatwić to w Urzędzie Miejskim przywita nas kompetentny i uśmiechnięty personel, a o zdrowie zadbamy w nowoczesnej przychodni zdrowia. Wieczorem możemy się wybrać z rodziną lub znajomymi na spacer po Kociej Górze lub wokół stawów trzebnickich lub też możemy umówić się na kręgle czy do kina. Właśnie dlatego wspomniane środowisko ma ze mną problem, bo będąc przeciwko mnie są przeciwko rozwojowi, jaki dokonał się za moich kadencji. Chcieliby być ojcem sukcesu, ale nie są w stanie być ponad swoje polityczne ambicje i poprzeć mnie w mojej strategii rozwoju, tylko dla zasady ją negują, nie proponując alternatywy. Np. mówią w telewizji, że dworzec jest w złym miejscu i powinien być w centrum. Ale gdzie w centrum? Jakiś konkretny pomysł godny rozważenia? Oczywiście nie – bo po co? Lepiej skrytykować burmistrza i już. Koniec roli radnego.

Jestem strategiem, który planuje na kilkadziesiąt lat do przodu. Dlatego zawsze będę przed nimi kilka kroków, bo zanim do nich dotrze, że jednak hala nie jest za duża (co twierdzą obecnie) to ja już na etapie myślenia o niej wiedziałem, że będzie na miarę naszych potrzeb i możliwości. Dziś poważne krajowe kluby tylko czekają, aż hala rozpocznie swoją działalność, by móc skorzystać z jej ogromnych możliwości. Tak samo jak wcześniej krytykowali budowę basenu, Szkoły Podstawowej nr 2, Szkoły Muzycznej itp. Trzeba działać ambitnie i nie bać się. Tylko tak można osiągnąć sukces i dać kolejnym pokoleniom Trzebnicę, o jakiej nawet nie marzyliśmy.

Całe to środowisko ma jeden wspólny cel – sprawić, by Marek Długozima nie był już burmistrzem. Osobą spajającą to środowisko jest oczywiście redaktor Długosz, który swoim działaniem bardzo szkodzi osobiście mi oraz mojej rodzinie, a także wizerunkowi Gminy Trzebnica, a jego działanie i natarczywość zakrawa o nękanie i próbę paraliżu działań urzędu. Wszystko wsparte jest donosami różnych osób ze wspomnianego środowiska, co powoduje, że ja oraz moi pracownicy, zamiast poświęcać czas i energię na rozwój gminy, musimy jeździć na przesłuchania i ciągle tłumaczyć się z realizowanych działań. Widocznie bardziej na rękę by im było, żebyśmy nic nie robili – tak jak w niektórych okolicznych gminach – lata mijają, a spektakularnych sukcesów czy nawet tych mniejszych jak nie było tak nie ma. Jednak synonimem rozwoju powiatu trzebnickiego jest bezdyskusyjnie Trzebnica. Wszystko co najważniejsze jest na miejscu, łącznie z placówkami edukacyjnymi, kinem czy obiektami sportowo-rekreacyjnymi, a jednocześnie dzięki bardzo dobremu skomunikowaniu, do centrum Wrocławia jest bliżej i często szybciej niż z odległych wrocławskich osiedli. Nie bez powodu też jesteśmy w rankingu miast znajdujących się dookoła Wrocławia, do których wrocławianie najchętniej się przeprowadzają. Zestawienie przygotowała Gazeta Wrocławska. W tym miejscu należy podkreślić, że wg innego raportu, przeprowadzonego przez ośrodek „Curulis” z Poznania, koszty życia w naszej gminie są dużo niższe niż w stolicy Dolnego Śląska. Co ciekawe, wg wspomnianego raportu najdroższym do życia miastem w Polsce okazuje się sąsiedni Milicz, który zajął w tym przypadku niechlubne, pierwsze miejsce.

Czy rzucanie „kłód pod nogi” i niszczenie wizerunku przez wspomniane środowisko zniechęca Pana do dalszych działań na rzecz rozwoju gminy?

Wręcz przeciwnie. To mnie jeszcze bardziej motywuje do działania i utwierdza mnie w przekonaniu, że obrany przeze mnie kierunek działań jest słuszny. Ten mechanizm jest powtarzalny. Im większe widmo mojego kolejnego sukcesu w pracy na rzecz mieszkańców, tym większa fala krytyki od tego wąskiego grona frustratów na mnie spływa. Tak było chociażby przy Szkole Podstawowej nr 2 – redaktor Długosz poświęcił wiele stron swojej gazety, by opisywać jak to nietrafiona i kosztowna decyzja. Krzyczał, krzyczał, i co? I dziś efekt jest taki, że jego dziecko też tam chodzi do szkoły i korzysta jak wszystkie inne dzieci z udogodnień tej placówki, a my projektujemy już dodatkowe skrzydło, by zwiększyć ilość potrzebnego miejsca, ponieważ w szkole jest obecnie prawie 700 dzieci, a przy okazji możemy połączyć szkołę z halą nową koncepcją łącznika. Dlatego jak słyszę propozycje radnych: Szydłowskiego, Śmiertki czy Bujak-Ziółkowskiej, że hala jest za duża i powinna być w jej miejscu zwykła hala gimnastyczna jak przy innych szkołach, to rodzi mi się w głowie pytanie czy oni w ogóle wiedzą, jak wyglądają lekcje wychowania fizycznego w szkole z taką liczbą dzieci? Przecież podczas jednej godziny lekcyjnej na w-f idzie kilka klas równocześnie. Na nowej hali można będzie prowadzić jednocześnie 4 lekcje w-f na czterech niezależnych boiskach, gdzie każde dziecko w komfortowych warunkach i na odpowiedniej przestrzeni będzie mogło poprawiać swój rozwój fizyczny. Naprawdę dziwię się, że nie widzi tego radna Bujak-Ziółkowska – wieloletni pedagog.

Czy odniesie się Pan do nagonki medialnej rozpętanej przez redaktora Długosza jeśli chodzi o nowy dworzec autobusowy?

Przede wszystkim widać, że redaktor Długosz ma ewidentną potrzebę występowania przed kamerami. Z doniesień medialnych niewiele wynika, skoro dziennikarze przyjeżdżają z gotową tezą i nie puszczają w reportażu najważniejszych informacji wyjaśniających sytuację. A fakty są takie, że wnioskowaliśmy o dofinansowanie na wykonanie centrum przesiadkowego, w ramach którego wraz z dworcem autobusowym utworzyliśmy też parkingi dla osób korzystających z szynobusu. Naturalnym jest, by w jednym miejscu zlokalizować centrum komunikacyjne. Mówiłem również o tym, że komunikacja miejska będzie dowozić mieszkańców z centrum miasta. Ludzie narzekali, że zimą czekają w wiatach gdzie jest zimno i brakuje toalet. W przypadku nowej lokalizacji dworca można skorzystać z ciepłej poczekalni czy z toalety zlokalizowanej na dworcu kolejowym. To oczywiście też nie zostało powiedziane w przekazach medialnych. Za to dwukrotnie mógł się wylansować – znów kosztem wizerunku Trzebnicy – dziennikarz śledczy Długosz. Kończąc temat dworca – poprawimy dojazd dla autobusów i wierzę, że jeszcze w tym roku lub na początku przyszłego pojawią się tam autobusy przewoźników. Skoro autobusy i busy radzą sobie na terenach górzystych – w Zakopanem czy Karpaczu, to z pewnością z naszymi wzniesieniami również doskonale sobie poradzą.

Co zatem czeka nas w najbliższym czasie jeśli chodzi o nowe inwestycje?

Bardzo się cieszę, że na finiszu jest jedna z moich kluczowych obietnic wyborczych – rondo przy ul. Milickiej, Prusickiej, Ks. Bochenka i Witosa. Procedury przejęcia drogi oraz przygotowania wszystkich niezbędnych dokumentów trwały długo, ale jestem przekonany, że ta cierpliwość zostanie wszystkim wynagrodzona. Zwiększy się płynność ruchu na głównej drodze przejazdowej Trzebnicy a jednocześnie poprawi się bezpieczeństwo pieszych i kierowców. Widać to już wyraźnie na nieco wcześniej oddanym rondzie przy ulicach: Milickiej, Brodatego i Olszewskiego (w sąsiedztwie sklepu DINO). Główne rondo będzie nosiło nazwę Unii Europejskiej i będzie kolejnym symbolem zmieniającej się, nowoczesnej i rozwijającej się Trzebnicy. Miasta na miarę Europy. Kolejna sprawa to temat nowej Hali Sportowo-Widowiskowej. Nadal czekamy na pozwolenie Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego. Opcje są dwie – jeśli decyzja nie zostanie oprotestowana przez spółkę ARHAT sąsiadującą z halą, to możemy się spodziewać otwarcia jeszcze w tym roku. Jeśli jednak decyzja zostanie oprotestowana to otwarcie hali zostanie przedłużone na początek przyszłego roku. Nie mamy na to już żadnego wpływu. Najgorsze jest tylko to, że hala jest całkowicie gotowa i mogłaby służyć dzieciom, jednak nieprzychylne mi środowisko woli blokować termin otwarcia formalnymi sztuczkami, uniemożliwiając jednocześnie dopuszczenie hali do użytku dzieciom i pozostałym mieszkańcom.

Jakie zatem plany na kolejny rok obecnej kadencji?

Plan jest prosty – dalsza konsekwentna realizacja programu wyborczego. Mimo donosów, mimo kłód rzucanych mi pod nogi będę robił nadal swoje w myśl jednego z tekstów wybitnego polskiego kompozytora i autora tekstów – Wojciecha Młynarskiego, którego pozwolę sobie tu przytoczyć jako podsumowanie naszej rozmowy: „Róbmy swoje! Kładźmy zbroje pełne wgięć! (…) Wróćmy słowom sens i chęć! Twarz wróćmy słowu – bo bez twarzy największe słowo nic nie waży! (…) Na tym dziś się skupmy i z uporem róbmy swoje…”

Zapraszamy do pobrania - PDFPrzyszłość zaczyna się dziś, nie jutro