Szanowni Państwo, od 25 czerwca do 31 sierpnia 2019 Urząd Miejski w Trzebnicy czynny będzie od poniedziałku do piątku w godzinach 7.00-15.00. Urząd Stanu Cywilnego przyjmuje interesantów od poniedziałku do piątku w godzinach: 7.00 – 15.00. Burmistrz Gminy Trzebnica w sprawach skarg i wniosków przyjmuje w środy  od godz. 15.00  do godz. 15.15.

  • EN
  • DE

Rok w Arktyce

Po ponad roku spędzonym na arktycznej wyspie Spitsbergen w Polskiej Stacji Polarnej Hornsund, do Trzebnicy powróciła Sabina Kucięba, będąca członkiem XXXIX Wyprawy Polskiej Akademii Nauk. Z tej okazji do Urzędu Miejskiego dzielną trzebniczankę zaprosił burmistrz Marek Długozima.

Spotkanie było okazją do rozmowy na temat przeżyć, których Sabina doświadczyła podczas swej mroźnej przygody.

- Nie sposób opowiedzieć o wszystkim, co się wydarzyło przez ten czas. Nie sposób tego opisać, czy pokazać na zdjęciach i filmach, bowiem nigdy nie będzie to całkowity obraz zarówno samych wydarzeń, jak i emocji, które towarzyszyły mi w danych sytuacjach. Dzikości, czystości i piękno – tymi trzema słowami mogę opisać ten jakże odmienny od naszego świat, gdzie za oknem zamiast ludzi przechadzają się niedźwiedzie polarne – mówi Sabina, która na ręce burmistrza przekazała drobne upominki w postaci kubka i pamiątkowej koszulki z XXXIX Wyprawy Polskiej Akademii Nauk.

Przypomnijmy, że zdjęcie Sabiny, wygrało w konkursie #Pozdrawiam Trzebnice – Jestem dumny z każdego mieszkańca, który osiąga sukces i który pamięta o miejscu z którego pochodzi. Sabina Kucięba jako jedna z dziesięciu wybrańców spędziła okres 13 miesięcy na arktycznej wyspie Spitsbergen, będąc najmłodszą uczestniczką wyprawy. Rozmawiając z nią i widząc jej wielki entuzjazm, mogę jednoznacznie stwierdzić, że to nie koniec lecz dopiero początek jej wielkiej przygody z Arktyką, czego jej osobiście życzę. Gratuluję również wielkiej odwagi i hartu ducha.

Poniżej prezentujemy kilka wspomnień opisanych przez Sabinę.

Nie taka przereklamowana zorza, jak się wydawało

Myślałam sobie: wszystkie pełne barw fotografie przedstawiające zorze są po prostu obrobione w programach, nie wspominając o długim naświetlaniu fotografii. I nagle zderzenie z rzeczywistością... Tak niesamowitego zjawiska nigdy wcześniej nie widziałam! Ten dynamizm, barwy, przyjmowanie przez zorze kształty kurtyn, pasm, czy też łuków! Tego nie da się opisać. Tego nie da się przedstawić za pomocą fotografii. Żaden film nie jest w stanie zobrazować tego zjawiska. Zorzę po prostu trzeba zobaczyć na własne oczy, by się przekonać, jak niesamowicie pięknym jest zjawiskiem. Emocje, jakie mnie ogarniały przy oglądaniu tego zjawiska, były mieszanką radości, wzruszenia i podekscytowania. Nie do opisania. Zdecydowanie zorza nie jest przereklamowana.

Bliskie spotkanie z Królem Arktyki

Wielkanoc. Siedzimy z kolegą w pokoju, rozmawiamy i nagle słyszymy krzyk kogoś z głębi korytarza: "Niedźwiedź!" Biegniemy do wyjścia. Okazuje się, że niedźwiedź jest 10 metrów od stacji. Niedźwiedź jest... przy budzie Yuki, naszego stacyjnego psa. A co tam robi? Wyjada jej chrupki. Dzielny pies szczeka na wroga nieustannie. My zaczynamy strzelać do niedźwiedzia. Strzelamy z rakietnic robiąc dużo huku, by przestraszyć nieproszonego gościa. Wcześniej po kilku strzałach misie odchodziły. Ten był inny. Walczymy z nim dłuższą chwilę. Po pewnym czasie wreszcie znudził się i odszedł. Ale czy na dobre? W stacji panuje ogólne poruszenie. Wszyscy częściej patrzą za okna, nasłuchują, czy psy nie ostrzegają przed niebezpieczeństwem. Długo nie trzeba było czekać, by miś wrócił. I taka sytuacja powtarzała się wielokrotnie. Niedźwiedź zadomowił się przy stacji, dzięki czemu mieliśmy okazję widzieć go w przeróżnych sytuacjach: jak śpi, jak się gimnastykuje. Przychodził kilka razy dziennie. Pewnego razu o poranku obudził mnie szybki marsz kolegi po korytarzu. Zaciekawiona wstałam i podążyłam za nim. Niedźwiedź stał przy samym oknie, nieomal dotykał nosem szyby i na nas patrzył. Znajdował się metr ode mnie! Pierwsze, o czym pomyślałam, to że muszę pobiec po aparat! Widok ten był jednak tak niecodzienny, tak egzotyczny i tak zjawiskowy, że chciałam jak najdłużej delektować się nim. Uczucia, które mną owładnęły, to niesamowitość i podekscytowanie. Jednak głównym uczuciem był szacunek do Króla Arktyki. Potężne łapy, kremowe futro, ogrom całego niedźwiedzia. To jest Król Arktyki bez wątpienia. Niedźwiedź bez problemu mógłby jednym lekkim ruchem wyważyć to okno. A gdyby dostał się do stacji wyrok byłby tylko jeden. Musielibyśmy użyć ostrej amunicji. Dlatego nasz kierownik wybiegł na zewnątrz i strzelił do niego z rakietnicy, by go odstraszyć. Niedźwiedź uciekł, ale wracał jeszcze wielokrotnie, jednak można go było oglądać tylko z daleka. W końcu, po tygodniu odszedł na dobre. Pewnie popłynął na wschód w głąb fiordu by upolować jakąś fokę.

Wydarzenia które opisałam, to jedynie urywki niezliczonej ilości przygód, które miałam możliwość przeżyć. Każde z nich, tak odmienne, wywoływały we mnie zupełnie inne odczucia. Każde z osobna i wszystkie razem zostaną w moim sercu do końca życia. Tak samo, jak w moim sercu zostanie niezliczona ilość wspólnego śmiechu i mądrych rad. Wiem, że choć ta wyprawa już się zakończyła, przede mną nowe, kolejne wyzwania, bo najważniejsze, to marzyć, marzyć i dążyć do spełnienia tych marzeń.