Od 3 lipca do 31 sierpnia 2017 roku Urząd Miejski w Trzebnicy czynny będzie od poniedziałku do piątku w godzinach 7.00-15.00. Urząd Stanu Cywilnego przyjmuje interesantów od poniedziałku do piątku w godzinach: 7.00 – 15.00. Burmistrz Gminy Trzebnica w sprawach skarg i wniosków przyjmuje w środy  od godz. 15.00  do godz. 15.15.

  • EN
  • DE

Długa droga do domu

Urodziła się w Niemczech, choć jej rodzice byli Polakami. Kiedy miała 8 lat wrócili do ojczyzny. Los plątał dalej dzieje. Rozpoczęła się wojna. Jako 17-latka z Polski wyjechała na prace przymusowe do.... Niemiec. Dom, rodzinę i spokój odnalazła kolejnych kilka lat później, kiedy bydlęce wagony zatrzymały się na stacji w Trzebnicy. Pani Janina Kasprzyk opowiada o swoim życiu kilka dni po 90 urodzinach.

- Byłam wzruszona i niczego się nie spodziewałam. Córka zachowała informacje o przyjęciu dla mnie w wielkiej tajemnicy – pani Janina ze wzruszeniem i wdzięcznością opowiada o swoim niezwykłym jubileuszu. - Zaskoczyła mnie taka ilość gości, wśród których był również pan burmistrz. To dla mnie ogromny zaszczyt – dodaje jubilatka.
Jej historia życia to scenariusz pełen niezwykłych zwrotów akcji. Urodziła się w Niemczech w 1924 roku jako dziecko polskich emigrantów. W 1932 roku wróciła z rodzicami i bratem Janem do Polski. Osiedlili się koło Działoszyna, na ziemi wieluńskiej, dzisiejsze województwo łódzkie. Tu zastała ich wojna. - Niemcy wtargnęli do Wielunia. Uciekaliśmy z innymi ludźmi w stronę Bełchatowa. Gospodarze zabierali całe gospodarstwa, bydło, konie, świnie. Po drodze spotykaliśmy nasze Wojsko Polskie. Biedne. Żołnierze zabierali nam rowery. Niebo było granatowe od samolotów i bom. Tato ciągle powtarzał, że jak zginiemy, to przynajmniej razem – wspomina pani Janina.
Wojna trwała. Wraz z 30 dziewczętami została zwerbowana do przymusowych prac w Niemczech. Przez 5 lat sadziła ziemniaki, cebulę. Jednak to nie fizyczny wysiłek był najtrudniejszy, ale głód i upokorzenie. - Pewnego dnia na polu pojawił się jeden z pracujących robotników, Zygmunt i powiedział: Schodzić z pola. Wojna się skończyła, a ja jestem Żydem. Co prawda wszyscy podejrzewali go o to, ale i tak było to niezwykłe wyznanie – pani Janina wydobywa z pokładów pamięci kolejne historie. Przez kilka miesięcy musiała mieszkać w amerykańskim obozie. - To był jednak dobry czas – wspomina bohaterka artykułu i dodaje: - Mieliśmy co jeść, w co się ubrać. Amerykanie byli dla nas życzliwi. Złożyłam wniosek o wizę do Stanów. Czekałam. Mijały kolejne tygodnie. W międzyczasie przyszedł list od mojego taty, żebym wracała. I wróciłam. Kiedy byłam już w Polsce, czekała na mnie wiadomość od koleżanki z tego amerykańskiego obozu. Wiza przyszła zaraz po moim wyjeździe... Nie ukrywam, że w tych trudnych czasach po wojnie wiele razy żałowałam, że nie było mi dane wyjechać.
W 1946 pani Janina w bydlęcych wagonach, zwanych „krowiakami” przyjechała do Trzebnicy. O tej podróży nie chce opowiadać zbyt wiele. Warunki, jakie tam panowały, były okropne. Kiedy wysiadła w Trzebnicy na stacji PKP, zobaczyła miasto pogrążone w gruzach. Jednak dokładny opis z listu brata pozwolił jej bez problemu odnaleźć mieszkanie na ul. ks. W. Bochenka, dawna ul. Wolności. Brat sprowadził również rodziców, którzy zamieszkali w Raszowie i tam do nich po czasie dołączyła pani Janina. W 1951 roku wyszła za mąż za Ludwika. Urodziła troje dzieci: najstarsza Irena, potem Grażyna i Leokadia. - Ten czas po wojnie, kiedy mieszkaliśmy w Raszowie, był trudny. Doświadczyliśmy mocno biedy, żyliśmy bardzo skromnie. Pamiętam, jak odwiedził nas ks. Wawrzyniec Bochenek i zapytałam z grzeczności, czy mu coś podać. On odmówił. Wiedział, że nie było nam łatwo. Mój mąż był brukarzem. Zrobił drogę przy bazylice i przy kościele w lesie. Oczywiście zupełnie za darmo. Ks. Wawrzyniec odwdzięczył się nam butelką angielskiego wina – opowiada pani Janina. Nadeszły w końcu dobre czasy. Państwo Kasprzyk dostali pole, mogli prowadzić gospodarstwo. Lata mijały. Maż pani Janiny zmarł przed kilkoma laty, a ona zamieszkała z córką Ireną, która się nią opiekuje. Dziś jest co wspominać. Wydarzyło się wiele dobrego i złego. - Jak w życiu – mówi pani Janina i dodaje: - Tylko czasem, kiedym w telewizji oglądam filmy o wojnie, nie mogę potem spać. Ciągle przed oczyma mam obrazy dzieci odrywanych od matek i Oświęcim, który widziałam kilka lat temu. Sale śmierci, rzędy łóżek. Wtedy myślę: dosyć. Są jednak też te dobre wspomnienia, o cudownych czasach. Ludzie sobie chętnie pomagali, byli dla siebie bardziej życzliwi. I mimo wszystko było w tym czasie dużo radości – pani Janina snuje kolejne opowieści, jak to siadali pod jabłonią, mężczyźni grali na harmonii, a kobiety śpiewały. I wśród tych obrazów pojawia się też Trzebnica w tle z kawiarnią, niedzielną potańcówką, kajakami na stawach.

IMG_8447.jpeg

Ogromnym zaskoczeniem dla Pani Janiny było przyjęcie niespodzianka i obecność na nim burmistrza Gminy Trzebnica Marka Długozimy.

IMG_8477.jpeg

Pani Janina Kasprzyk z rodziną i burmistrzem Markiem Długozimą.