• EN
  • DE

Rozmowa z Burmistrzem Markiem Dłogozimą

Pozwólmy nowym władzom w powiecie pracować

Ze zdziwieniem można przeczytać w NOWej Gazecie Trzebnickiej, że poseł Marek Łapiński nawołuje do kompromisu i współpracy. Chce koalicji PO i PSL z Komitetem Wyborczym Marka Długozimy. Ba!  Widzi także nowy scenariusz podziału władzy w powiecie. A ten wygląda następująco - zdjąć obecnego starostę i dać fotel jednej z czterech wymienionych przez posła osób. Co Pan o tym sądzi?  

Przez ostatnie cztery lata ani poseł Marek Łapiński, ani były starosta Robert Adach, ani nikt z lokalnej PO nie widzieli potrzeby współpracy. Dziś, gdy PO straciło władzę w powiecie i  nie wprowadziło ani jednego radnego do Rady Miejskiej w Trzebnicy, chcą kompromisów.

Trudno mi jednak przejść obojętnie obok  tego, że przez cztery ostatnie lata PO wraz z koalicjantami z klubu radnych Trzebnica Ponad Podziałami, próbowali zdyskredytować mnie w oczach mieszkańców, donosząc do różnych instytucji, a ich ataki podsycane były przez sprzyjającą im gazetę Nową. Nie mogę przejść obojętnie wobec faktu, że były starosta Robert Adach też jest autorem wielu skarg, donosów i pism uderzających we mnie oraz gminę Trzebnica, a sam poseł jednym z twórców protestu w sprawie budowy deptaka. Natomiast sugerowanie, że należy odwołać obecnego starostę zastępując go kimś innym, jest po prostu niesmaczne. 

Czy taka „zachęta” do współpracy nie wynika przypadkiem z niekorzystnego dla opozycji wyroku, jaki wydał 29 stycznia Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu? Uchylił on rozstrzygnięcie nadzorcze Wojewody, unieważniające wybór przewodniczącego Rady Powiatu.

Do 29 stycznia, czyli do dnia wydania przez WSA decyzji, zapewne PO miała nadzieję, że wyrok będzie dla nich korzystny i wszystko w powiecie da się choć w części przywrócić do poprzedniego stanu. A właściwie przywrócić władzę Platformie. Stało się inaczej. Dziś jedyną alternatywą opozycji na zaistnienie we władzach powiatowych jest rozbicie istniejącej koalicji KWW Marka Długozimy oraz PiS. A jak to zrobić? Proponując współpracę oraz fotel starosty, w tym między innymi dla kandydata wskazanego przez Komitet Wyborczy Wyborców Marka Długozimy. Oznacza to, że radni PO i PSL są w prawdziwej politycznej desperacji. Nadal uważam, że Trzebnica potrzebuje zmian. Były starosta Robert Adach miał mnóstwo czasu, by dowieść, że jest doskonałym gospodarzem. Dziś trzeba dać szansę nowym władzom.

O ile dobrze pamiętam to właśnie Pan od wielu lat mówił o kompromisach, nawoływał do współpracy – posła, byłego starostę, radnych opozycyjnych w Radzie Miejskiej. Odzewu jednak nie było. Wierzy Pan w to, że dzisiejsza propozycja jest szczera?

Nie wierzę w szczerość tego przekazu. Dla mnie to czysta, polityczna kalkulacja. Poseł doskonale zdaje sobie sprawę, że wejście w koalicję z trzebnicką PO nie jest dziś żadnym zaszczytem. Myślę, że to ze strony posła jedynie chwyt marketingowo-polityczny, by pokazać ewentualnym wyborcom, że – przecież – ja poseł - chciałem dobrze, a nie pozwolono mi. Poza tym, nowy starosta jest dobrym samorządowcem i proponuję dać mu 100 dni na to, by się wykazał. Nerwowe ruchy opozycji świadczą tylko o tym, że znaleźli się w niezbyt komfortowej sytuacji, zepchnięci do narożnika. To także żółta kartka od mieszkańców, że trzebnicka PO źle prowadziła swoją politykę samorządową.

Czy w powiecie koalicja rządząca nie ma stabilnej większości i  jest obecnie jakiś pat polityczny, o czym stara się przekonać opinię publiczną prywatna gazeta?

Ani ja, ani moi radni, ani radni PIS oraz sam starosta nic nie wiemy na ten temat. Koalicja jest silna i nikt nie powinien się o nią martwić, a najmniej radni z PO. Nawet trudno mi się odnieść do głoszonych przez wspomniana gazetę stwierdzeń. Co to znaczy: nie ma stabilnej większości? 11 radnych w kolacji KWW Marka Długozimy i PiS plus jeden radny niezależny przeciwko 10 radnym w opozycji. Nie wystarczy? Wszak na tym chyba polega demokracja? I nie widzę potrzeby, by budować nową koalicję i cokolwiek zmieniać w obecnym układzie. Dajmy sobie szansę – nie panikujmy, nie spekulujmy, nie rozdawajmy na nowo kart. Pozwólmy nowym władzom pracować, tak jak się to dzieje już teraz.

Zapewniam, że nowe władze mogą zawsze liczyć na moją pomoc. Obecnie prowadzę rozmowy z kilkoma  radnymi opozycyjnymi, by przyłączyli się do naszej grupy, byśmy wspólnie mogli budować przyszłość powiatu. W innym przypadku, jeśli pozostaną w grupie krzykaczy i krytykantów, może spotkać ich taki sam los, jak radnych opozycyjnych z poprzedniej kadencji Rady Miejskiej. Mieszkańcy podziękowali im, bo najzwyczajniej w świecie postawili na spokój i porozumienie, a nie ciągłą walkę, w której cierpi wizerunek samorządu. 

Wierzy Pan w to, że powiatowa opozycja pozwoli spokojnie pracować nowemu staroście?

Nie będzie mu łatwo. Opozycja jest obrażona na wszystkich i trudno mi sobie wyobrazić zapowiadany przez posła kompromis w ich wykonaniu. Uważam, że opozycja zrobi wszystko, by utrudnić pracę staroście i zarządowi.

Nie boi się Pan, że jeśli nie zdecyduje się na koalicję z PO i PSL, radni opozycyjni w powiecie będą ignorować sesje i gremialnie w nich nie uczestniczyć? Wszak już mieliśmy namiastkę ich możliwości podczas wyboru starosty – kiedy obrażeni opuścili salę obrad, nie pojawili się także na sesji, na której formułowana była skarga do WSA na rozstrzygnięcie Wojewody.

To pokazuje, jak bardzo chcą być u steru władzy. Inne rozwiązania – jak tylko własne - ich nie interesują. Cóż, w obu przypadkach tak naprawdę zbagatelizowali wyborców. Zarówno były starosta, jak i jego radni postąpili bardzo nieprofesjonalnie, bo pokazali, że interesy partykularne oraz stanowiska są dla nich ważniejsze niż dobro mieszkańców powiatu i samych pracowników starostwa, bo niewybranie nowego gospodarza mogło się wiązać z niewypłaceniem pensji w terminie.

Nie pojawiając się z kolei na sesji, na której podejmowano decyzję o odwołaniu się od rozstrzygnięcia Wojewody, radni opozycyjni chcieli uniemożliwić wniesienie tej skargi. Takie nieodpowiedzialne, politycznie inspirowane działanie obliczone było na brak kworum i uniemożliwienie Radzie Powiatu przegłosowania uchwały o skardze na rozstrzygnięcie nadzorcze Wojewody.

Jak pokazuje postanowienie Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego we Wrocławiu, opozycja w powiecie na czele z byłym starostą Robertem Adachem była w błędzie. Przewodniczący Rady Powiatu Trzebnickiego Mariusz Szkaradziński został wybrany prawidłowo, tym samym mógł zwołać i prowadzić sesję Rady Powiatu w dniu 18 grudnia 2014  roku, podczas której wybrany został nowy starosta i zarząd powiatu.

Wyrok WSA oznacza, że nikt nie złamał prawa, że wszystko jest legalne. Czuje Pan satysfakcję?

Od samego początku przekonany byłem, że wybór przewodniczącego Rady Powiatu był dokonany zgodnie z prawem, a rozstrzygnięcie nadzorcze Wojewody unieważniające wybór przewodniczącego należy rozpatrywać w kategoriach politycznych, czego potwierdzeniem jest moje poprzednie oświadczenie z dnia 23 grudnia 2014 roku. Mając takie przekonanie oraz poczucie odpowiedzialności za zainicjowaną przeze mnie koalicję mojego ugrupowania z Prawem i Sprawiedliwością, poleciłem swoim służbom prawnym - kancelarii mecenasa Andrzeja Górala - przygotowanie skargi na niesprawiedliwe rozstrzygnięcie nadzorcze Wojewody Dolnośląskiego. Decyzja Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego pokazuje, jak słuszna była to decyzja.

Żywię nadzieję, że decyzja WSA we Wrocławiu, uchylająca rozstrzygnięcie nadzorcze Wojewody, zakończy spekulacje na temat legalności wyboru nowych władz Powiatu Trzebnickiego. Spekulacje te podsycała także redakcja lokalnego tygodnika reklamowego NOWej Gazety Trzebnickiej, na której łamach niejednokrotnie poddawano w wątpliwość skuteczność wyboru nowych władz Powiatu Trzebnickiego. Decyzja Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego po raz kolejny dowiodła, że nie warto zbyt wcześnie ferować wyroków i rozpowszechniać nieuprawnionych spekulacji.

A propos zachowania. Jak Pan ocenia z perspektywy czasu zachowanie się byłego starosty Roberta Adacha na sesji, podczas której wybierano nowego gospodarza powiatu? Nie dość, że obrażony opuścił salę, to jeszcze stwierdził, że wybory zostały sfałszowane.

Sytuacja absurdalna. Były starosta najzwyczajniej w świecie nie mógł uwierzyć w taki wynik. A przecież, według jego kalkulacji, miało być zupełnie inaczej. I co najciekawsze, był tego zupełnie pewien, ogłaszając niemalże swoje zwycięstwo  na łamach NOWej. To właśnie zaskoczenie, bezsilność i desperacja spowodowały, że zawiadomił policję. Ostentacyjnie, razem ze swoją grupą radnych, opuścił także salę i nie uczestniczył w wyborze radnych do nowego zarządu Rady Powiatu. Wychodzi na to, że to co będzie się działo później, już ich nie obchodziło. Wezwał także policję oskarżając o nieuczciwość nawet własnych radnych, którzy zasiadali w komisji skrutacyjnej.

Co tam przewodniczący, co tam zarząd...skoro nie ma się najważniejszego fotela? Cały ten spektakl nie był godny osoby, która dotychczas piastowała najważniejsze stanowisko w powiecie.

Z drugiej jednak strony żal mi Roberta Adacha jako człowieka. Stracił w samorządzie wszystko. To jednak są moje osobiste spostrzeżenia. Jako samorządowiec, już po miesiącu pracy nowego zarządu i starosty, mogę stwierdzić, że powiat potrzebuje naprawy. Dziś zastanawiam się – ile trzeba włożyć pracy i wysiłku, aby przywrócić mu równowagę.

Wracając do byłego starosty -   nie da się ukryć, że sam bardzo mocno „zapracował” sobie zarówno na niski wynik do powiatu, jak też na utratę stanowiska, które piastował. Uważałem od dawna, że były starosta zachowuje się mało profesjonalnie jak na samorządowca - krytykując, donosząc do mediów i różnych instytucji czy pomawiając, głównie moją osobę. Swoją klasę udowodnił na tej właśnie sesji.

Wybory, wbrew opinii przegranego starosty, nie były sfałszowane. Każdy głosował według swojego  sumienia. Głosowanie było tajne – właśnie dlatego, by nikt na nikim nie wywierał presji. I śmiesznym jest twierdzenie – że ustalenia były inne. Jeśli ktoś nie oddał swojego głosu na Roberta Adacha to miał  do tego pełne prawo, nawet pomimo wcześniejszych deklaracji. Taka jest bowiem polityka. Były starosta doskonale powinien o tym wiedzieć, wszak niejednokrotnie sam wykorzystywał ten mechanizm. Wówczas to mu nie przeszkadzało. Dopiero teraz, gdy mechanizm ten odwrócił się przeciwko niemu, jest zdziwiony i podważa legalność wyboru nowych władz.

W Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym też nie było lepiej z emocjami byłego starosty.

Na posiedzeniu Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego we Wrocławiu w dniu 29 stycznia obecny był były starosta Robert Adach, który próbował dyskutować z argumentami przedstawionymi przez sędziego. Sytuacja ta pokazuje, że były starosta wciąż nie jest pogodzony z utratą władzy oraz wynikiem demokratycznych wyborów, a także wyrok niezawisłego sądu. Były starosta z pewnością nie straciłby władzy, gdyby w poprzedniej kadencji pozytywnie odpowiedział na moje wielokrotne apele do konstruktywnej współpracy ponad politycznymi podziałami dla dobra Gminy Trzebnica i Powiatu Trzebnickiego. Jako twórca nowej koalicji rządzącej powiatem deklaruję współpracę z nowymi władzami powiatu trzebnickiego dla zrównoważonego rozwoju wszystkich gmin. Współpraca ta jest moim zdaniem konieczna dla utrzymania dalszego dynamicznego rozwoju gmin z terenu powiatu trzebnickiego.

Wracając na chwilę do wyborów samorządowych. Mieszkańcy dziękując krzykaczom i krytykantom z poprzedniej Rady Miejskiej powiedzieli „nie” dla ich sposobu działania. Oddali o niemal 70 procent głosów mniej na Roberta Adacha, niż w wyborach z 2010 roku. Jakie wnioski z tej lekcji powinien wyciągnąć były starosta i obecny radny?

Lekcja najważniejsza - samorządność nie polega na tym, by donosić na siebie, by bezpodstawnie krytykować, by utrudniać sprawowanie funkcji, by nasyłać na siebie media. A tak widzieli to działacze PO. Mieszkańcy, jak widać, nie aprobowali takiej agresywnej polityki i dali temu wyraz w ostatnich wyborach. Jestem przekonany, że teraz zaczynamy nowy etap - rozwagi i  konstruktywnych działań.

Ja z kolei, otrzymując ponownie wysoki kredyt zaufania wyborców,  utwierdziłem się w przekonaniu, że idę w słusznym kierunku i w dobrym kierunku zmierza rozwój Gminy Trzebnica. Dlatego zrobię wszystko, by ten rozwój skutecznie przekuć także na powiat.

W kategoriach sukcesu rozpatruję także to, że aż 20 z 21 radnych w Radzie Miejskiej jest z KWW Marka Długozimy. Oznacza to, że mieszkańcy chcą spokoju i uważają, że my jesteśmy takim gwarantem. Każdy w pewnym momencie ma dość kłótni, bezsensownych konfliktów, które były udziałem opozycyjnych radnych z poprzedniej kadencji. To, że żaden z nich ponownie nie został wybrany do rady świadczy o tym, że mieszkańcy obserwowali ich poczynania i dali temu swój wyraz.

Jeśli chodzi o powiat – to wyboru nowego starosty nie rozpatruję tylko i wyłącznie jako mojego sukcesu, choć, nie ukrywam, miałem w tym swój udział. To głównie sukces ludzi, którzy potrafili się porozumieć, to sukces samego starosty Waldemara Wysockiego, którego osobiście rekomendowałem na to stanowisko,  bo jest człowiekiem prawym i uczciwym. Jest też  dobrym organizatorem i samorządowcem. Więc jego wybór rozpatruję jako szanse dla gminy i powiatu na ciekawą i efektywną współpracę. Jako szansę dla mieszkańców. 

Czy obejmując po raz trzeci  fotel burmistrza zamierza Pan prowadzić swoją politykę inaczej niż dotychczas?

Zamierzam pracować tak intensywnie jak do tej pory. W tej kadencji mamy wiele bardzo ważnych projektów do zrealizowania, więc zamierzam w ich stronę skierować całą swoją energię. Poza tym, bardzo duże poparcie dla mojej osoby i wygrana w pierwszej turze pokazuje, że trzebniczanie wyrażają aprobatę dla podejmowanych przeze mnie działań i sposobu rządzenia. I nie chciałbym tego zaufania zawieść. Po co na siłę zmieniać coś, co dobrze prosperuje i rozwija się, a nikt nie zaprzeczy, że Trzebnica  rozwija się w tempie ekspresowym.

O setkach inwestycji w gminie Trzebnica wielokrotnie pisaliśmy na łamach Panoramy Trzebnickiej. O jakie kolejne inwestycje wzbogaci się Trzebnica w najbliższych czterech latach?

Będzie ich bardzo dużo. Dwie sztandarowe inwestycje to modernizacja Trzebnickiego Centrum Kultury i Sportu oraz rozbudowa przychodni zdrowia. Są to bardzo duże zadania, których realizacja jest rozłożona na wiele miesięcy. Zdaję sobie sprawę, że to może spowodować trochę utrudnień dla mieszkańców, ale obiecuję, że efekty będą imponujące. I w tym miejscu dziękuję trzebniczanom za cierpliwość i wyrozumiałość dla gminnych działań. Wszak wszystko, co się dzieje jest wykonywane wyłącznie z myślą o nich i dla ich komfortu życia.

Poza tym, jak już wcześniej o tym wspominałem, przymierzamy się do budowy sali gimnastycznej przy SP 2 oraz nowoczesnego kampusu, który będzie się znajdował między nowo wybudowaną salą, a Orlikiem.

Ronda – była to jedna z obietnic wyborczych i zamierzam ją zrealizować. Prowadzę już na ten temat rozmowy i liczę, że wkrótce będę miał więcej konkretnych informacji na ten temat.

Liczę także na to, że w tej kadencji uda się wreszcie panu Andrzejowi Trawińskiemu ruszyć z budową fabryki. Cieszylibyśmy się podwójnie – bo zyskalibyśmy nowego, znanego w branży, przedsiębiorcę oraz dodatkowe miejsca pracy w Trzebnicy.

W planach mamy mnóstwo innych, drobniejszych inwestycji w gminie, ale nie starczyłoby czasu, by je wymienić. Mogę jedynie dodać, że w autorskim budżecie, który przedstawiłem na sesji - wpisałem ok. 50 różnych inwestycji. Jak pokazują jednak doświadczenia, a trakcie roku ich liczba zapewne wzrośnie i to pewnie dwukrotnie. Co roku bowiem mamy ok. 90 różnych zadań.

 Burmistrz Gminy Trzebnica - Marek Długozima (2).jpeg